Korwinów

 

W cieniu Gór Sokolich - 10 Balbina


Biskupice i Zrębice to dwie duże, sąsiadujące ze sobą miejscowości, które wiele łączy. To jedna gmina, bo obie znajdują się w Olsztynie, dumnie nazywanym „Słońcem Jury”. Jedna góra - Biskupice są na jej szczycie, a Zrębice u podnóża. Jest kilka pięknych szlaków turystycznych i ten wspólny, najważniejszy, „Szlak Aniołów”. Obie miejscowości mają szkoły, piękne remizy i dzielnych strażaków, a także serdecznych i pomocnych mieszkańców. Mają nawet swoje stawy, które Propolia regularnie zaopatruje w żaby. Mają też skrzaty, które pomagają ludziom po cichutku, w tajemnicy, przeważnie nocami. Mają dzielnych i pracowitych rolników, ale nade wszystko - dwóch dobrych i rozsądnych sołtysów. W Zrębicach tą zaszczytną funkcję pełni pani sołtys Kamila, a w Biskupicach - pan sołtys Kamil. Obu sołtysów coś też łączy, choć oni sami o tym nie mają pojęcia. Otóż wieczorami w gęstwinach można zauważyć dwoje błyszczących oczu, bacznie obserwujących bogate sołtysie kurniki. A kiedy nastaje noc, z zarośli wprost pod płotem, wykopanym tam tunelem, zakrada się nieproszony gość. Cichutko, bez litości dusi i wynosi tłuste kaczki i wypasione indory sołtyski Kamili. Nie pomogły spuszczane z łańcuchów psy ani pułapki, bo to nie byle jaki złodziej zakrada się do kurnika. To najsprytniejsza i najbardziej cwana lisica, jaką można sobie wyobrazić. To oczywiście Zuu. I tak, kiedy już ostatnia kaczka została wyniesiona z kurnika sołtyski, Zuu doszła do wniosku, że należy przenieść się do obejścia sołtysa Kamila.


- Czy Ty aby nie pozwalasz sobie za bardzo? - zagadnęła siedząca pod przegorzanem Czarna, która akurat dostrzegła Zuu jak wraca rankiem z łowów. – Zobaczysz, to się marnie skończy. Dostaniesz w końcu konkretne lanie, które zresztą Ci się należy.

- A czy ja Cię pytam o zdanie? - warknęła Zuu, kładąc tłustą kaczkę na trawie.
- Przesadzasz, ot co! Nie wierzę, że codziennie zjesz na obiad kaczkę - dodała Czarna. - Ściągniesz kłopoty i na siebie i na nas, bo ciągle kręcisz się przy pasiece.
- Moja droga, Ty mi nie mów jak mam interesy prowadzić. Może ja zapasy sobie robię na zimę? Nie wolno? A poza tym, to nie jest Twoja sprawa! O pomoc Cię nie proszę - odparła oburzona lisica i machnęła swoją wielką, lśniącą w porannym słońcu, kitą. Złapała kaczkę w zęby i po chwili już jej nie było.
- Widziałaś to? – zapytała Czarna Gienię, która przyglądała się tej rozmowie, wyciągając dżdżownicę z trzmieliny.
- A i owszem - potwierdziła Gienia. - Zuu zrobiła się zbyt przemądrzała, bo nikt jej jeszcze rozumu nie nauczył. Jest przekonana, że wszystko jej wolno. Tylko żeby się przypadkiem któregoś dnia nie pomyliła.

Zuu przesiedziała trzy dni w krzakach obok zagrody sołtysa Kamila. Obserwowała czy są psy, czy nie ma jakichś pułapek. Sprawdzała kiedy na podwórku panuje największy hałas, a kiedy największy spokój. Powolutku i skutecznie planowała jak się dobrać do kurnika. Ku swojej wielkiej radości zauważyła, że oprócz kur, kaczek i królików, sołtys ma też wielką, tłustą gęś, pieszczotliwie nazywaną Balbiną. Gęś to byłoby coś! Upolować taką wypasioną sztukę to czysta przyjemność, ale i ogromne osiągnięcie. Zuu mogłaby się pochwalić innym lisom swoim trofeum, bo przecież nie każdy lis potrafi złapać gęś.


Balbina była wyjątkowa. Była też oczkiem w głowie sołtysa. Zawsze gdy wracał z pracy podnosiła alarm na całym podwórku i biegła w jego kierunku machając skrzydłami. On brał ją na ręce i czule głaskał po głowie. Balbina chodziła za nim krok w krok, towarzysząc we wszystkich gospodarskich pracach. Nie podejrzewała, że od kilku dni ktoś w zaroślach ją bacznie obserwuje i ma zamiar zrobić z niej główne danie.


Ten dzień zaczął się dla Zuu wyjątkowo paskudnie. Padał deszcz i do lisiej nory naleciało sporo deszczu, robiąc wszechobecne błoto, w którym lisica wybrudziła sobie czyściutkie, dopiero co wylizane futerko. Wyszła więc na łowy brudna i zła. Po drodze spotkała Czarną, siedzącą nad stawem i przeglądającą się w tafli wody.

- Cześć Zuu. Oo… cóż to? - zainteresowała się kocica. - Biłaś się z kimś? Ktoś Cię błotem obrzucił? Wyglądasz dziś mało estetycznie - zaśmiała się. – A może w końcu ktoś Cię z kurnika pogonił i przez bagno uciekałaś?
- Udam, że tego nie słyszę – nerwowo machnęła ogonem Zuu. - Nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje z kimś takim. Weź Ty lepiej popatrz na siebie, kochaniutka… Ja za chwilę się umyję, a Ty dalej pozostaniesz czarna - podkreśliła z ironią, machnęła kitą i potruchtała drobniutko w stronę kurnika sołtysa.
- Dlaczego jej dokuczasz? - zapytał Fokus, który przypadkiem usłyszał ich rozmowę.
- Bo jej nie lubię, ot co! - stwierdziła Czarna.
- I to jest według Ciebie wystarczający powód? - niedowierzał pies.
Ale Czarna mu nie odpowiedziała, tylko wykręciła się na pięcie i poszła w kierunku pasieki.

Tymczasem Zuu dotarła w krzaki nieopodal domostwa sołtysa Kamila. Postanowiła dzisiaj właśnie złapać Balbinę.

- Sołtys siedzi w domu, bo pada deszcz. Ta głupia gęś łazi po podwórku, więc dziś będzie idealny dzień na moje polowanie – pomyślała zacierając łapki.
Cichutko przemknęła pod sam płot. Potem szczeliną przy murze wślizgnęła się na podwórko i błyskawicznie ruszyła w kierunku gęsi. Kury na podwórku natychmiast podniosły alarm. Balbina odwróciła się i zobaczyła pędzącą na siebie lisicę. Wybiła się z ziemi, szeroko rozłożyła skrzydła i z całym impetem wskoczyła na plecy Zuu, nim ta zdążyła zrozumieć co się właściwie stało. Zuu przewidziała wszystkie okoliczności, ale nie to, że gęsi świetnie fruwają. Tymczasem wielka i tłusta Balbina siedziała właśnie na plecach lisicy, waląc skrzydłami po jej głowie i bokach. Wrzask zrobił się potworny na całym podwórku. Kaczki się rozpierzchły, kury gdakały, kogut piał, Balbina gęgała tak głośno, że z domu wybiegł sołtys. Po drodze chwycił olbrzymią miotłę i ruszył z pomocą Balbinie. Pomoc jednak nie była potrzebna, bo każde jej uderzenie było silne, trafione i niezwykle skuteczne. Lisica wcale nie pozostawała jej dłużna. Próbowała dobrać się do długiej szyi gęsi, wyskubując jej pióra. Ta z kolei wyrywała dziobem całe kłaki rudego futra z grzbietu Zuu. Obficie sypały się więc białe pióra i rude futro po całym placu. Pies Atos, który usłyszał awanturę, wybiegł z budy i aż usiadł, przyglądając się całej sytuacji. Sołtys Kamil nie bardzo wiedział, kogo ma tą miotłą zdzielić przy tak wielkiej kotłowaninie łap, ogonów, skrzydeł, piór i futra. Zuu pojęła, że tej gęsi raczej nie upoluje. Ba, dotarło do niej, że właściwie to Balbina złapała ją, trzyma mocno i bije skrzydłami gdzie popadnie. Lisica zdecydowała się więc uciekać. I tak na podwórku dało się zobaczyć istne rodeo: biegnącą ku ogrodzeniu, w dzikich podskokach, lisicę i siedzącą na jej grzbiecie, okropnie syczącą gęś. Balbina urządziła sobie przejażdżkę na plecach lisicy aż do płotu, wyszarpując rude futro, ze szczególnym upodobaniem skubania jej pięknego ogona. Gdy dotarły do szczeliny przy murze, Zuu udało się zrzucić Balbinę i czmychnęła czym prędzej w najbliższe zarośla.

Zuu biegła na oślep, nie bacząc na doły, trawy i krzaki ostrych jeżyn. Gdy dowlokła się pod las, padła z sił i nie była w stanie się podnieść. Długo leżała zmęczona, ze łzami w oczach, bo nigdy jeszcze nie wracała z polowania bez niczego. I przenigdy na łowach nie dostała tak porządnego lania. Uświadomiła sobie, że to na nią zapolowano. I to było najgorsze, co ją do tej pory spotkało w życiu, bo ucierpiała lisia duma.

Gdy odzyskała siły, postanowiła przyjrzeć się swoim obrażeniom. Boki bolały ją najbardziej, choć ucho też poważnie ucierpiało. Balbina, wyrywając z niego futro, wyskubała także kawałek ucha. Krew leciała też z rany na głowie, powstałej od uderzeń wielkiego dzioba. Ale najtragiczniejszy ze wszystkiego był łysy ogon. Ogon, którego każdy zwierz, nie tylko lis, jej zazdrościł. Niegdysiejsza chluba Zuu aktualnie wyglądała jak chudy patyczek miejscami porośnięty kępkami futra. Zuu rozpłakała się na dobre.
- Jak ja się teraz innym na oczy pokażę? Przecież wszyscy będą się śmiać –marudziła sama do siebie. Nie zwróciła uwagi na to, że zza krzaka, tuż obok niej, wyłoniła się duża czarna postać wilczycy.
- Nie rycz! Wojownicy nie płaczą! - warknęła Zadra. - Wojownicy uczą się na błędach. A w ogóle to co Ci do łba strzeliło, żeby na gęś polować? Nawet ja bym się tam nie wybrała. Za dużo hałasu i kłopotu.
- Łatwo Ci powiedzieć… Jak ja teraz wyglądam? – szlochała. - Wiesz kiedy mi futro odrośnie? Przecież nie mogę się tak pokazać na pasiece, bo Czarna mi żyć nie da.
- Przestań biadolić i popatrz na mnie. Jesteś Zuu, a Zuu niczego się nie boi i niczego nie żałuje! – podkreśliła dobitnie wilczyca. – I ciesz się, że żyjesz, bo mogli cię tam bardzo łatwo zatłuc miotłą albo widłami. No i Atos zęby też ma niczego sobie… - dodała. - Zbieraj się! Idziesz ze mną, ale nie ciesz się za bardzo. Idziesz tylko na chwilę, aż Ci futro odrośnie i rany się zagoją.
- Na chwilę? - zapytała z wahaniem zapłakana lisica.
- No… umówmy się, że to będzie dłuższa chwila, zanim ta łysa pałka - Zadra znacząco popatrzyła na ogon Zuu - znowu będzie przypominać rudą kitę.
- Aha... A… będziemy razem polować? – zapytała już weselsza lisica.
- Nigdy w życiu! - oburzyła się wilczyca. - Z lisami nie poluję. Ty zresztą teraz to tylko na jaszczurki się nadajesz – podsumowała. - Dietę będziesz mieć. A przyda Ci się, przyda… Ewentualnie może jakieś bażancie jaja znajdziesz…
- Jaja? Żartujesz sobie ze mnie?!
- I jaszczurkę - podpowiedziała Zadra, ledwo hamując się od parsknięcia śmiechem. - I jeszcze żaby Ci zostały… A wiesz, jajo jest dobre na futro, to Ci się w tej sytuacji bardzo przyda.
- Jajo na futro? - niedowierzała Zuu.
- No a jak! Szybciej po nim sierść rośnie - oznajmiła stanowczo wilczyca. – Wstawaj wreszcie, idziemy w las – zarządziła. - Wrócisz, kiedy znowu będziesz wyglądać jak wojownik.
I poszły prościutko w głąb rezerwatu. Wilczyca podążała cichym i uważnym krokiem. Za nią wlokła się, mocno kulejąc, poobijana i wyskubana lisica, z bezwzględnym postanowieniem: Żadnych gęsi! Nigdy więcej!


Autor: Ewa Zawadzka


2026-02-06


Powyższy tekst chroniony jest prawami autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaden z fragmentów lub całość tekstu nie może być kopiowana ani publikowana w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Autorki. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Kontakt:

redakcja(at)korwinow.com

tel. 516 464 400

Najczęściej czytane:

W cieniu Gór Sokolich - 10 Balbina

Rowerowa jesień


W cieniu Gór Sokolich - 01 Coś


Polecane strony:

 

KB Systems s.c. - projektowanie zaawansowanych aplikacji internetowych

 

Elunia.korwinow.com - wiersze, rymowanki, fraszki

 

CampingSielanka.pl - biwak, kajaki, relaks

 

 

 

Wykorzystujemy pliki cookies, aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij tutaj.